piątek, 16 sierpnia 2013

Chutney z mango (degrengolada XXI wieku)



Żyję w czasach, w których nie muszę się bać. Nie ma wojny, nie ma wojska na ulicach, nie ma politycznych tyranów. Nie tylko nie obawiamy się łapanek i nie musimy przenosić tajnych informacji — nie boimy się też najazdu zbawionych rycerzy, którzy w "imię Chrystusa" gwałcą i palą wioski. I którym odpuszczone są wszystkie grzechy, bo imię Chrystusa zobowiązuje.

Chronią nas, nawet w krajach zupełnie nam obcych kulturowo, organizacje broniące praw człowieka.
Ci sami ludzie zajmują się problemem dzieci, które pracują albo żebrzą.
Ale organizacje to nie tylko prawo ludzia. w XXI wieku zaczęliśmy zwracać uwagę na zwierzęta. Nie można uderzyć biegającego kundelka, nie można strzelić pistoletem hukowym w stronę kota, który sika w twoim ogródku. Ostatnio media poświęcały mnóstwo czasu ubojowi zwierząt. Każdy się zgadza — kotlecik schabowy nie powinien cierpieć. Ponadto, mamy wybór: możemy kupić kosmetyki testowane na małpich mózgach, możemy kupić testowane na syntetycznych mózgach.
Żyjemy w czasach, w których praktycznie nie ma seryjnych zbrodni, bo psychole są skutecznie łapani po pierwszych morderstwach. 
Żyjemy w czasach, w których nie chowamy psychicznie chorych ludzi w stodołach, matki nie topią dzieci z wadami genetycznymi. Mamy paraolimpiady i coraz większą świadomość, że rodzina chorego nie jest "pokarana za grzechy". 
Nie jesteśmy skrajnie bogobojni, więc w dzisiejszych czasach nawet panny donaszają swoje ciąże. Bo wcześniej, jeżeli zdarzyła się już ciężarna ciąża, to przyszła mamusia nosiła cegły albo skakała. Albo piła czerwone wino w wannie.
No i środowisko ma z nami lepiej niż na początku XX wieku. Wtedy otwierały się fabryki, manufaktury, zakłady i nikt nie dbał o to, że farby wylewane do rzeki szkodzą środowisku. Nie żartuję, pewnie każdy słyszał od rodziców, że rzeki przy fabrykach miały kolor materiału, który aktualnie był farbowany. Teraz jest recycling, programy ochrony środowiska i przykuci do drzew ekologowie.

Jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, że nie powinniśmy wyrżnąć wszystkich zwierząt dookoła. Jesteśmy wyczuleni na innych — przecież większość osób ma w pupie gejostwo sąsiada, transseksualizm przyjaciółki, niechciane ciąże i nieszkodliwe zboczenia pana Heńka. A za właśnie takie rzeczy jeszcze kilkadziesiąt lat temu zostalibyśmy ukamieniowani.
Stałam wczoraj na przystanku tramwajowym i zaczepiła mnie starsza pani:
Starsza pani: teraz, proszę pani, pani młoda jest, to nie widzi. Wcześniej to ludzie się poznawali, jakieś kontakty międzyludzkie były. teraz młodzież to tylko w gry komputerowe gra, a te komputery promieniują i później są nowotwory, albo rodzą się dzieci z downem.
W dodatku te pornografię oglądają, w gry grają, a później wychodzą i zabijają. Wie pani, co się na tym świecie dzieje z młodymi? Koniec świata chyba niedługo, bo to już czas, żeby tak wziąć i rozpierdolić taką degrengoladę.
Ja: No to może... by pani do Indii poleciała? Słyszałam ostatnio, że inny świat. Ludzie z komputerami styczność mają tylko w wielkich fabrykach...
A w tramwaju szybko zrobiłam rachunek sumienia współczesnej młodzieży. i obmyśliłam przepis na chutney z mango. Indyjski klasyk :) 
Przepis na 4 słoiki po 200ml:
1,5 kg dojrzałego mango
2 strąki papryczki chilli
4 ząbki czosnku
40g świeżego imbiru
2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka soli
100g cukru trzcinowego
100ml octu jabłkowego
5 łyżeczek oleju do smażenia
Mango obrać, odkroić miąższ od pestki. Pokroić w kosteczkę i zasypać solą. Odstawić na 20 minut.
Papryczki rozkroić, usunąć pestki. Czosnek obrać, zmiksować z papryczkami i imbirem. Mieszankę udusić na oleju razem z kurkumą przez kilka sekund.
Dodać ocet i cukier, gotować przez 5 minut. Wrzucić mango i gotować bez przykrycia 20 minut, często mieszając.
Sosu używać do mięs. Najlepiej podawać do wyboru z miętowym, bo mango, choć nie rośnie na swojskich jabłoniach, to i tak mniej szokuje :)


Przepis leci do akcji "Kuchnia indyjska"

kuchnia indyjska zaproszenie

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...