piątek, 27 grudnia 2013

Ciatka maślane (czego dowiadujesz się w święta?)


Grudniowe święta nastrajają mnie w szczególny sposób. Nie dość, że zimno, brudno i ponuro, to jeszcze cała ta "magiczna" atmosfera. Trzeba walnąć w łeb karpiowi (albo załatwić go w taki sposób), piec ciasta, polerować sztućce, prasować obrusy, zmieniać firanki, sprzątać pod każdym meblem...
Zaczyna się do dwóch tygodni przed, kiedy trzeba się zaopatrzyć. Najlepiej wyjść na świąteczne zakupy w środku tygodnia, w porze obiadowej. Przystanek: wielki supermarket.
A tam za każdym razem widzę coś, co mnie szczególnie wnerwia. Kradzież, ale nieuświadomiona. Stoją sobie bakalie na wagę, a ludzie podchodzą i próbują. Tu skrobną żurawinę, bo oni nie wiedzą jak to smakuje, tutaj spróbują czy morele nie za kwaśne... Nosz, kuźwa, za takie rzeczy się płaci! Ty zeżresz jednego, sąsiad trzy, a w ciągu dnia zostanie pochłonięty kilogram. To samo jest przy próbowaniu winogron (sic!) latem. Nie żryjcie, bo później ktoś za to płaci. I jestem przekonana, że bulą zwykli pracownicy.

Po godzinie bierzesz te wszystkie ćwikły, chrzany, pierniki i ustawiasz się grzecznie do kasy. Kolejka to szczególne miejsce, gdzie dowiesz się wiele o prawdziwym charakterze człowieka:
1.   "Pan tu nie stał!! — krzyknęła dziarsko wielka pani w jeszcze większym kożuchu, spocona i czerwona — Ja tutaj stałam przed tym panem, tylko sobie poszłam!". No tak, w  końcu każdy potrafi przewidzieć, że ktoś przed nim 5 minut temu stał, ale zawinął kramik, gdy zobaczył nową promocję. A teraz chciałby wrócić.
2.   "Dlaczego pani obsługuje akurat ją?!" Krzyczy kolejka, kiedy kasjerka przepuszcza babkę w ciąży. Niezależnie od tego czy to jest kolejny genialny sposób na ominięcie kolejki, to i tak przepuszczanie się należy.
3.   Stoję w dwóch kolejkach. Serio. To zdarza się nagminnie w kolejkach na poczcie i w aptece. Ale także często  w marketach. Wtedy podchodzisz z wózkiem, ustawiasz się w kolejce… i nagle ktoś, kto stał na środku wrzeszczy: „halo! TUTAJ jest kolejka!”. Poradziłam stanąć na środku i kolejkować się od razu do 20 kas. To dopiero sztuka!
4.   I, na koniec, sklepy samoobsługowe. W samą wigilię miałam wątpliwą przyjemność stanąć w kolejce po papier do pieczenia. Ilość starszych osób, które obchodziły spokojnie kolejkę i dziarskim krokiem podchodziły do sprzedawcy z pytaniem "a podo mi pani makofca?" była zatrważająca. I tylko medytacja mi pomagała.
Po zakupach czas na prawdziwe święta. Ciasta, choinka, rodzinka! Ponieważ rodzina swoje wie, a ja mam zdiagnozowany ChAD (i nie mam zamiaru się tego wstydzić jak syfilisu), nie obyło się bez docinek na temat choroby. Czego się dowiedziałam? Tego, czego dowiaduje się każda osoba, która odwiedziła gabinet psychiatry i wyszła z niego z receptą:
1.   Twoja choroba jest WYMYŚLONA. Masz za dużo w dupie i próbujesz na siebie zwrócić uwagę. No, powiedz mi, co tobie tak w ogóle jest? Gorzej się czujesz? No właśnie, bo jesteś ROZPUSZCZONA!
2.   Omamy słuchowe to, zwyczajnie, oznaka dobrze działającego mózgu.
3.   A nie, jednak wszystko przez to, że omijasz problem i nie chcesz z nikim rozmawiać.
A 5 godzin później normalni ludzie przełączają pstryczek w głowie i są znowu się kochają i dzielą opłatkiem. Tylko tej rozpuszczonej gówniarze znowu coś nie pasuje i stroi fochy. A fe, a fe!

Na osłodę proste ciasteczka, które najlepiej przygotować tydzień wcześniej i włożyć do puszki. W sam raz na powrót po Nowym Roku do pracy.
Składniki na około 20 ciastek:
300 g mąki pszennej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
75 g (1/3 szklanki) cukru pudru
90 g miękkiego masła
100 g (3/4 szklanki) rodzynek
1 jajko
125 ml (1/2 szklanki) mleka
¼ łyżeczki mielonego cynamonu
Rodzynki umyć pod bieżącą wodą i sparzyć.
Przesiać mąkę, cynamon, cukier puder i proszek do pieczenia. Dodać pokrojone masło, i delikatnie wymieszać.  Dorzucić rodzynki, mleko i jajko. Wyrób ciasto.
Co 5 cm kłaść na blachę (wyłożoną papierem do pieczenia albo wysmarowaną masłem) porcję ciasta. Piec 15 minut w 180 C.

Przepis pochodzi z Podróży kulinarnych. Kuchnia brytyjska wydawnictwa "Rzeczpospolitej".

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe rozważania... Co do ludzkiej natury... I jeśli chodzi o Twoją chorobę - rozumiem doskonale, jak rodzinka w takich sytuacjach potrafi być "milutka". Ci, co nie mają zielonego pojęcia, krytykują zawsze najmocniej. A ciasteczka pyszne :) Pozdrawiam serdecznie, trzymaj się! Nashelly, gingerbreath.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Wiero
    Od jakiegos czasu czytam Twoje posty i chchocze nad nimi nieodmiennie. Jedyne czego zaluje to, ze nie zamieszczasz ich czesciej.
    Czy mozesz mi powiedziec co to jest CzAD? Nie staram sie byc wredna tylko zwyczajnie nie wiem. Moj partner ma depresje i doskonale sobie zdaje sprawe, ze w przypdlosciach duszy nic wydumanego nie ma. Pozdrawiam poswiatecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że czytasz i chichoczesz :) Aktualnie ilość postów jest uzależniona od tego jak się czuję, a teraz mam opory przed jakimkolwiek działaniem.

      Choroba afektywna dwubiegunowa, to tak naprawdę takie 2 w 1. Skoki hormonów czy innych substancji powodują, że człowiek czasami ma depresję, czasami manię (tylko nie tak potocznie rozumianą, mania to stan "wyższego pobudzenia" — musisz cały czas coś robić).

      Tutaj jest wszystko bardzo zgrabnie wytłumaczone: http://www.afektywna.pl/chad/.
      Chociaż, w rzeczywistości nie żyje się z takim umysłem aż tak źle :)

      Usuń
  3. A za zjedzone winogrona czy rodzynki placa klienci. Kazdy supermarket ma budzet na straty, ktory juz wczesniej zostal wliczony w koszty czyli cene produktu. Im wiecej zostanie zjedzone (ukradzione) tym drozsze produkty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytając Twój post mam wrażenie, że cieszysz się, że Święta są tylko raz w roku. Ja Święta zawsze lubiłam - po prostu wyłączałam się w momentach, które mi nie odpowiadały, i pamiętałam tylko te przyjemne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, bo wszystkie inne spotkania przechodzą w miłej atmosferze. Ale Boże Narodzenie to zawsze była katorga. Może to przez poprzedzającą je jesień? Jak tu się cieszyć, kiedy wszystko wygląda jak po ataku broni nuklearnej?

      Ale, mam nadzieję, że wszystko się zmieni, kiedy założę własne stadko :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...