piątek, 28 marca 2014

Kopiec kreta (jedzenie... u dentysty)


Rączo podjeżdżam (rowerem, dalej jestem na minusie) pod gabinet dentystyczny i wchodzę do środka. Z szerokim uśmiechem mówię "dzień dobry!", wieszam płaszcz. I, niespodziewanie, odzywa się gruby bas za moimi plecami:
— A co pani taka wesoła? U dentysty jest przecież!
O cholera. Tego się nie spodziewałam. Faktycznie, ząb boli i jestem przekonana, że idę na borowanie. Kuźwa, nie mam pojęcia, dlaczego jestem zadowolona z siebie. Nie wiem, co powiedzieć, więc kłamię:
— Noo... ja tylko na przegląd.
W odpowiedzi pan uśmiecha się smutno.W poczekalni pustki, więc, chcąc nie chcąc, stajemy się jeszcze bardziej na siebie skazani. Rozmawiamy o butach, impregnatach, polityce, w końcu o jedzeniu (no, przecież przed borowaniem żarcie to temat top). Niechcący, w trakcie całkiem przyjemniej rozmowy, wypalam:
— Nie wiem, nadwaga mnie nie dotyczy. poza tym staram się jeść zdrowo i...
Osz, kurwa mać! Sama sobie zawiesiłam pętle na szyi. Podnoszę głowę, czekam na ostrzał. Nie mylę się. Panu aż oczy się zaświeciły, przerywa mi i z wyższością w głosie mówi:
— A czy w dzisiejszym świecie można zdrowo zjeść? Wszędzie laboratoria, spaliny, powietrze z ołowiem. No, niech pani powie! Czy w dzisiejszym świecie jest coś bez chemii?!
Tego się spodziewałam. Zawsze wystarczy powiedzieć coś o zdrowym trybie życia, żeby wszyscy ludzie wykłócali się, że to najgłupszy pomysł na świecie. Końcowym argumentem w dyskusji jest zawsze "mój brat/wujek/kochanek jadł zdrowo i umarł". W bardziej hardkorowej wersji umiera na raka przewodu pokarmowego.
Z mojego punktu widzenia — każdy widzi różnice pomiędzy sklepowym i domowym masłem orzechowym, pomiędzy jogurtem naturalnym z malinami a jogurtem aromatyzowanym.
Szybko rozważam wszystkie za i przeciw kontynuowaniu dyskusji. w końcu wypalam:
— Tak serio, to ja rzadko jem. w przerwach pomiędzy głodówkami piję koktajle warzywno-owocowe. Robię tak od 5 lat i mam końskie zdrowie.
Posyłam szeroki, ironiczny uśmiech. Pan zdziwiony, już otwiera usta, żeby mi odpowiedzieć. Na moje szczęście przypomina mu to o bólu zęba, łapie się więc za żuchwę. Z gabinetu wychodzi dentystka, woła następnego pacjenta. Mój rozmówca znika w czeluściach gabinetu, oddycham z ulgą. Aż spociłam się pod pachą.
Biorę torbę i wychodzę na powietrze. Wczoraj zrobiłam domowy kopiec kreta i miała to być moje nagroda za borowanie (zredukowałam cukier przecież!). Dzisiaj zastanawiam się, czy nie zrobić z niego jakiegoś koktajlu :D
Przepis na tortownicę o średnicy 20 cm:
ciasto (z tego przepisu):
60g mlecznej czekolady
50g kakao
200ml gorącej wody
145g mąki pszennej pełnoziarnistej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
20g cukru trzcinowego
30g białego, drobnego cukru
60g masła
2 jajka
1 szklanka mleka (albo mleczka kokosowego, też fajnie wyjdzie)
Czekoladę połamać na małe kawałki, umieścić w naczyniu żaroodpornym, wsypać kakao. Zalać wszystko wodą i dokładnie wymieszać.
Wymieszać proszek do pieczenia i mąkę w drugim naczyniu.
Cukry utrzeć (mikserem) z roztopionym masłem. Wbić jajka i każde ubijać minutę. 
Do masy jajecznej wlać czekoladę i mleczko kokosowe. Ja zrobiłam nieostrożnie i ciasto wyszło dobre, więc nie musicie przesadzać z delikatnością.
Do mokrych składników dodać suche i wymieszać (tak jak muffinki, do połączenia się składników). Ciasto wlać do formy.
Piec w 180 C przez 45 minut, do suchego badyla.
Dobrze ostudzić (najlepiej zostawić na noc). Następnie wydrążyć ostrożnie ciasto: tak, aby zostały ranty i nienaruszony spód (ok 1/2 cm).
Ciasto, które zostało z tej operacji zebrać w misce i rozdrobnić palcami.
krem i dodatki
500 ml śmietany min. 30%
3 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej
80 g gorzkiej czekolady
4 płaskie łyżki cukru pudru
3 średnie banany
2 łyżki soku z cytryny/limonki
dodatki nieobowiązkowe: skórka z 1/2 pomarańczy, cytryny albo limonki. 
Czekoladę zetrzeć na tarte na wiórki, śmietanę dobrze schłodzić. Do lodówki, na minimum 30 minut włożyć miskę, w której będziemy ubijać śmietanę i mieszadełka miksera.
Śmietanę ubić na sztywno. Pod koniec, mąkę wymieszać z cukrem i ostrożnie, po łyżeczce dodawać do śmietany (cały czas ubijając).
Dodać startą czekoladę i delikatnie wymieszać łyżką. Razem z czekoladą można dodać inne dodatki.
Banany przeciąć wzdłuż i skropić sokiem z cytryny.
składanie
1. Jeżeli posiadacie fretkę zamknijcie ją w klatce. Koty — włóżcie do szafy. Banany rozłóżcie na cieście.



2. Wyłożyć na nie śmietanę z dodatkami, uformować kopułę.




3. Całość pokryć okruszkami ciasta czekoladowego.


4. Gotowe! Chłodzić w lodówce min. 3 godziny (najlepiej pod jakąś folią, żeby zapach innego jedzenia nie wsiąkał w ciasto).

8 komentarzy:

  1. Mimo iż nie przepadam za bananami jako owocem samym w sobie, to w tym cieście jest cudowny !!!

    Pozdrawiam DOLCEMENTE MACCHIATA

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj przypomniałaś mi o kopcu kreta :) Jak ja dawno nie jadłam tego ciasta, a jest takie pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale dlaczego kota do szafy?
    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehehehe koktajl z Kopca Kreta! Cudowne, nie pomyślałam o tym, żeby z mojego niedzielnego deseru zrobić coś zdrowego :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kopiec kreta, wstyd się przyznać, zawsze robiłam z paczki. To były moje pierwsze próby z ciastami - właśnie te paczkowane. Jak nauczyłam się piec, przestałam robić kopiec kreta...
    A dentysty boję się panicznie, nawet, jak tylko na przegląd...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciasto według przepisu nie wyszło, zrobiło się gliniaste

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...