niedziela, 6 stycznia 2013

Projekt "dieta cud". Dzień drugi.





Nie zwariowaliście przypadkiem?! Ja tutaj wstawiam już drugi raz własną paszczę i żadnego komentarza o tym, jaka jestem piękna! Wstydźcie się i poprawcie, bo dzisiaj musi być lepiej.
A teraz, do rzeczy! Odkryłam, dlaczego ta dieta jest skuteczna. Uwierzcie mi, na Europejczyków ona w ogóle nie działa, ale, jeżeli urodzilibyście się w Japonii albo innym kraju Azji na pewno zawiesilibyście na niej oko.
Mnie nic się nie dzieje, ale kiedy Matka Moja zobaczyła jak dużo mleka pochłaniam szybko zapytała: "a nie łatwiej z lewatywą?".
Tak! To jest klucz do sukcesu! Jak wiadomo Azja z mleka i serów nie słynie i dieta oparta na mleku działa ekstra-przeczyszczająco. A banany? Nie dość, że bez nich na takiej głodówce pewnie byłoby ciężko to jeszcze zawierają pektyny, które pomagają przy biegunce. To faktycznie dieta cud! Wyobrażacie sobie? To jak walka dobra ze złem: biegunka i powstrzymywanie biegunki.
Jeżeli chodzi o moje dietowanie, to, oczywiście, nie porzuciłam eksperymentu. Pewnie zrobię to jutro, bo już zaczynam odczuwać mało przyjemne skutki diety. A niezbyt chce mi się wkładać trzy razy więcej energii w koncentrację, bieganie na tramwaj i noszenie książek.
A dzisiaj, mimo, że waga pokazuję tylko ciut mniej niż wczoraj to... bardzo po mnie widać głodówkę. Od razu odbiło się to na wyglądzie twarzy. Mam wystającą żuchwę i noszę okulary, więc teraz, mocno umalowana (bo oczy podkrążone, cera szara) i z zapadniętymi policzkami wyglądam po prostu jak suka. Aż dziw, że mojej SU-KO-WA-TOŚ-CI nie zauważyłam rok temu. Teraz przynajmniej wiem, dlaczego wszyscy myśleli, że jestem zła.
Na koniec, zdradzę Wam, że jestem na tak idiotycznej diecie, bo chciałam poczuć jak to jest. Nigdy nie byłam na diecie, a moja niska waga oraz brak apetytu wynikał tylko i wyłącznie z bezsenności. Teraz, świadomie i na trzeźwy umysł wiem jak to jesti, muszę przyznać, anorektyczki to niezłe idiotki. Nie wyobrażam sobie, co trzeba mieć w głowie, żeby na serio się tak kretyńsko odchudzać. W dodatku z pełną powagą i bez kontroli.

8 komentarzy:

  1. Łał! Wracaj jak najszybciej na normalne odżywianie, i nie eksperymentuj lepiej na sobie bo to nie zdrowe.

    OdpowiedzUsuń
  2. W zaburzeniach jedzenia zasadniczo nie chodzi o jedzenie. A o problemy psychiczne przelewane na jedzenie lub niejedzenie. Ich inteligencja nie ma tutaj nic do rzeczy-to choroba opierająca się w głównej mierze na emocjach. Jedzenie czy niejedzenie jest środkiem przekazu.Zupełnie inną parę kaloszy zakładasz Wiera.Taka duża dziewczynka,wykształcona i oczytana, a nie wie? ;)

    Hahahahah! Masz dość? Wsuwaj obiad ale już! I deser!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rozumiesz anorektyczki i współczujesz im czy popierasz działanie? Bo czytając końcówkę komentarza mam pewną wątpliwość.

      Wiesz, Olu, mam wrażenie, że powinnaś też pochylać się nad każdym panem Żulem spod sklepu. Myślisz, że on jest alkoholikiem dla własnej przyjemności? Nie chodzi przecież o alkohol i o to, że pije, ale o problemy psychiczne, które są przelewane w żołądek z każdym kieliszkiem. Picie jest tylko niemym krzykiem.

      A anorektyczki działają dokładnie w ten sam sposób. W dupie mają, to, że niszczą świat swoim krewnym i przyjaciołom. Są tak zapatrzone w siebie i swoje, duże i małe, problemy, że nie potrafią zauważyć niczego więcej poza czubkiem własnego nosa. Niczego.

      Pewnie stwierdzisz, ze generalizuję i są osoby, które z tego wyszły i, które się leczą. Owszem, takie osoby powinno się wspierać, bo są ZDROWE i WALCZĄ O SIEBIE. Inne rujnują wszystkich wokół.
      Dlatego nie powiem dobrego słowa o anorektyczkach i żal mi wszystkich, którzy usprawiedliwiają ich postawę.

      Głaszczcie osoby chore po główkach i udawajcie, że to przez "ten zły świat", przez "niezrozumienie i złą rodzinę". Myślisz, że to pomaga?

      Usuń
    2. Współczuje.I temu alkoholikowi też współczuje. Nawet jeżeli się nie ratuje i brnie. Szczególnie gdy są to młodociani.
      Bo czasami syf w życiu jest tak wielki, a dzieciaki tak same i wrzucone w takie bagno,że się niszczą. Szkoda mi,że te dzieciaki nie mają w życiu nikogo kto by się nimi interesował do tego stopnia by nie zobaczył problemu na samym początku a nie dopiero gdy ktoś wazy kilogramów 30,ćpa,chleje na potęgę itp.

      Pół biedy dorosły. Ale małoletnich mi zawsze będzie szkoda,bo to oznacza,że ktoś kto miał wykształcić te młode osoby wcale tego nie zrobił lub robił to nieumiejętnie do tego stopnia,że dzieciak wpadł w bagno.

      To choroba. I trzeba pomagać zamiast krytykować. Starać się zrozumieć zamiast po kimś cisnąć by poprawić sobie ego-ja taka głupia nie jestem, patrzcie jestem racjonalną dziewczynką,akceptującą siebie i zarąbistą na dodatek. A tamte co nie jedzą to idiotki no weźcie patrzcie.

      Nie nie pochwalać a zrozumieć,że dlaczego zjawisko istnieje i skądś się te choroby biorą(nie mówię tu o modzie na taki styl życia)Coraz częściej i mogą dotknąć córkę, przyjaciółkę, chrześnicę...- i wtedy już teoria o samolubstwie i widzeniu tylko czubka własnego nosa nie jest zbyt odpowiednia by przekazać "anorektyczce" jaka jest beznadziejna bo Cię rani,że myśli o sobie. Aferami, krzykiem czy nawet spokojną rozmową z argumentami: Jesteś samolubem! Cierpimy przez Twoje zachowanie. Sądzę,że dużo nie zdziałasz. Ktoś woła o pomoc przecież.

      A w naszym życiu zazwyczaj chodzi o nasz czubeczek nosa. Niezaspokojony czubek nosa w jakimś aspekcie życia-i to ważnym bo emocjonalnym. Małe, większe-to dramaty tych osób nad którymi przechodzimy do porządku dziennego.Nie wiem jak nad Twoimi-nad moimi się pochyla kilka osób,pogłaszcze nosek, da chusteczke,jak trzeba zrobi bardzo wiele poświecajc czas i dając siebie. A inne nochale tego nie mają. A dodając inne sytuacje życiowe i dramaty,dramaciki...

      Po prostu. Będe współczuła. I edziakom, i patolom, i różnym innym zjebom. Taka jestem i muszę wszystko roztrząsać, próbować zrozumieć, dociec czemu tak a nie inaczej się stało,czemu nie mają w danej chwili nikogo i dlaczemu inni ludzie nie chcą się nad nimi pochylić i być w stanie ogarnąć,że każdy zasługuje na szacunek(skoro sam się zeszmacił brakiem szacunku do siebie to może mój czy Twój szacunek sprawi,że wraz z różnymi środkami podejmowanymi by ozdrowieć-ktoś nabierze szacunku do siebie widząc,że hej hej patrzcie-ktoś mnie szanuje mimo wszystko mimo że nie pochwala tego co robię!)



      Usuń
    3. Powiem tak. Sama jestem niebiorącą lekomanką (albo narkomanką, nazywaj to jak chcesz). I dopiero wtedy, kiedy uświadomiłam sobie swoje wyimaginowane problemy i swój skrajny egoizm terapia zaczęła działać.
      Więc, może nie czuję się powołana do racjonalnych ocen, ale, przynajmniej wiem, co mnie by pomogło.

      Dlatego nie współczuję nikomu w takiej sytuacji. Ktoś, kto chce o siebie zawalczyć nie potrzebuje współczucia w internecie. A przede wszystkim nie potrzebuje uwielbienia (a chyba zgodzisz się, że, przede wszystkim anorektyczki, tworzą internetowe kółko wzajemnej adoracji).

      Napisałam wyznanie życia i, mam nadzieję, że to zamknie dyskusję. Twoja i moja postawa to zupełnie inne teorie. Ale mimo różnic możemy po prostu przechodzić obok tego obojętnie, bo i ja i Ty jakieś tam swoje racje mamy.

      Usuń
  3. Wiero, jesteś boska!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! O coś takiego mi chodziło! :)
      Dziękuję.

      Usuń
  4. Powaliłaś mnie tą częścią o walce dobra ze złem xD

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...