W gimnazjum zostawiałam kosmetyczki i właściwie to był jedyny powód, dzięki któremu
nie chodziłam wymalowana (no, chyba, że zgarnęłam kredkę mojej siostry. Wtedy,
ku niechęci dyrektorki, przychodziłam do szkoły pomalowana na pandę).
W liceum zgubiłam portfel. Nie miałam o tym pojęcia aż wieczorem, do drzwi zadzwonił postawny facet i oddał mi portfel.
Byłam tak zaskoczona, że ledwie powiedziałam dziękuję (zaprosiłabym
na kawę, ale byłam zbyt zszokowana. Jeżeli pan to czyta — naprawdę jestem wdzięczna!).
W tamtym tygodniu zgubiłam klucze. Jestem dzieckiem "z
kluczem na szyi" i to była jedyna rzecz, której NIGDY nie zgubiłam. Bo zgubienie kluczy równało się z kilkugodzinnym wystawaniem pod klatką.
Postanowiłam ich szukać i dzięki temu przeszłam
wszystkie etapy rozpaczania po stracie: