Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dynia. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 marca 2014

Pikantna granola (życie od śniadania do śniadania...)


Często miewam wrażenie, że wszystko przelatuje mi przez palce. Ja sobie siedzę a życie gdzieś tam sobie chodzi, ucieka i kradnie mój czas. Cały dzień się nudzę, naprawdę, potwornie nudzę, z drugiej strony – kiedy ktoś do mnie dzwoni, żeby się (na poważne!) umówić... sprawdzam kalendarz i ze zdziwieniem stwierdzam, że nie mam czasu!
Leżę na kanapie a tutaj czas leci, mimowolnie pracuję, umawiam się na jakieś spotkania, wizyty, projekty, zajęcia... no, po prostu mam ochotę krzyknąć do swojego alternatywnego ja: „Hej, Wacek, co robisz? Zatrzymaj się, przecież ja tutaj sobie siedzę!”*
I tak płynie mi kolejny dzień. W zasadzie od śniadania, do kolejnego śniadania. Ale, nie myślcie, że chodzi tutaj o poranki... nie! Nie jem już żadnych normalnych posiłków, no, chyba że ktoś mi je podsunie pod nos. A bez kontroli innych ludzi mój dzień wygląda mniej więcej tak: rano granola, zamiast obiadu tost z serem, na kolację jajecznica. Całe moje dzienne wyżywienie opiera się na śniadaniach popitych kawą z mlekiem więc, chcąc nie chcąc, jestem wiecznie nabuzowana kofeiną.
Są też dobre strony — w chorobliwej atmosferze przeciągającego się poranka robię różne cuda. Ostatnio padło na granolę. Jest niesamowita! Słodka, korzenna, pikantna. Taka kombinacja okazała się strzałem w dziesiątkę!
Czekam jeszcze na coś, co pozwoli mi docenić obiady :)
*Moje drugie życie opiera się na przekonaniu, że jestem facetem. Może to być wynik ukrytej gender-opcji. Ale naukowcy jeszcze się na ten temat nie wypowiedzieli.

czwartek, 26 września 2013

Nasi goreng (wiersz o spleśniałym jedzeniu)



Wiersz o spleśniałym jedzeniu
O pleśni, czyżbyś dziś zgłodniała?
Ostatnie jedzenie wczoraj zjadałaś!
Z powodu twojej żarłoczności
zostały tylko zielenie i szarości.
Nie ma czego szukać w zapasach,
coś poczerniało w szlachetnych czasach.
A jeśli dziś włożysz to do ust
lepiej od razu naciśnij na spust.
(Podobno pomagają także środki na przeczyszczenie)


Właśnie tak wygląda ostatnio moja lodówka. Na szczęście jest jeszcze miejsce głęboko na dnie szafki, gdzie są dynie, marchewki i ryż. Nawet z mizernych zapasów można zrobić coś, co uszczęśliwi każdy brzuszek.
Najlepiej malajski ryż z resztkami. Czyli… nasi goreng :)

piątek, 1 marca 2013

1# Dieta DASH: mus dyniowo-owsiany z bananem





W poprzednim poście pisałam o tym, że przechodzę na dietę DASH (czyli dietę pomagającą obniżyć ciśnienie). Przez kolejne 6 dni będę dietować i sprawdzę jej skuteczność.
Oczywiście, nie wierzę w cuda. Mam niskie ciśnienie i nie wydaję mi się, żeby dieta zadziałała w tydzień. Jednak, każda zmiana w dożywianiu może nieść ze sobą skutki uboczne.
Mam nadzieję, że nie będę tak rzucała kurwami jak przy diecie bananowej.
Tutaj macie ogólne założenia diety DASH. Chociaż… to nawet nie jest dieta. To raczej zdrowe odżywianie z eliminacją niektórych produktów.
Dobrze się składa, że nawet z nadciśnieniem można jeść gorzką czekoladę (do 3–4 kostek tygodniowo) i niewielkie ilości miodu. Moje śniadania zostały uratowane!
Szczęśliwie, banany też można! Bo mają dużo tajemniczego potasu. Choć nie do końca wiem jak miałoby mi to pomóc (bo o bananach słyszę w kółko, że to rosnący cukier i samo zło).
Ale do rzeczy! Śniadania!

czwartek, 25 października 2012

Bez pieczenia: Ciasto dyniowe na kruchym spodzie.


Jest jesień. A z jesienią dynia. Już była tutaj. Była w curry, była w upieczonym cieście
A dzisiaj, w związku z awarią piekarnika, będzie w cieście bez pieczenia.  W związku z tym, że nie trzeba jej piec, można ciasto zrobić w 15 minut.
A nawet krócej, bo ja jestem mimozą i ruchy mam powolne, kocie, rozwlekłe. Jak robicie wszystko szybko i macie dobrą organizację, to ciasto zajmuje 10 (razem ze zmywaniem).
Razem ze mną, słodkie wypieki z dynią wykonało... od cholery... blogerów.

Podejrzewam, że wszyscy piekli swoje ciasta i ciasteczka, dlatego DZIĘ-KU-JĘ za nieodrzucanie mojej propozycji.
Chwała Wam!

sobota, 13 października 2012

Bez pieczenia: puree z dyni



Kolejny przepis z serii "Bez pieczenia". Tym razem nie ciasto, ale coś, na czym można zrobić ciasto :)
Ponieważ mamy dyniowy sezon, bez zbędnego pierniczenia (na które ostatnio brakuje mi weny) przedstawiam Wam klasyk gatunku: puree z dyni. Oczywiście, nie jest to taki zwyczajny mus.
To wersja dla ludzi, którzy albo nie mają piekarnika, albo włączyli plan oszczędnościowy. Robi się go szybko i tanio. No i bez zużywania piekarnika.
Przepis na ilość dowolną:
miąższ dyni
woda
garnek
Dynię pokroić na małe kawałki, ułożyć na dnie dużego garnka i zalać gorącą wodą (tak, aby woda tylko przykrywała warzywo). Gotować przez 10 minut.
Odsączyć dynię i odłożyć na pół godziny, żeby dokładnie odsączyć.
Zmiksować dokładnie miąższ i odsączać na sitku przez kolejne pół godziny. Rozłożyć do słoików i zapasteryzować.
Do kilku słoiczków dołożyłam goździki, cynamon i kurkumę. Miały piękny kolor i niesamowity zapach. Będą idealne na ciasto dyniowe :)
A na zdjęciu widzicie jogurt ze śliwkami, miodem i musem z dyni. Smakował świetnie! 

Domowy Wyrób

niedziela, 30 września 2012

Amerykański placek dyniowy (pumpkin pie)



Ciasto dyniowe najbardziej kojarzy mi się ze świętem Halloween. Przyznam się szczerze, że nie znoszę tego święta. Przynajmniej nie w Polsce.
Tutaj, zaraz po 31 października mamy święto wymagające zadumy. O ile marzę o tym, żeby Święto Niepodległości nabrało rozpędu i wrzawy, o tyle przejmowanie Halloween to dla mnie nieporozumienie. W przeciwieństwie do Walentynek, które odbywają się w dobrym czasie :)
Ale ciasto można przecież zrobić w każdy inny, jesienny słoneczny dzień. Ja zrobiłam je z pierwszej dyni jaką dorwałam, na początku września. Niedługo w sklepach i straganach będzie prawdziwe dyniowe zatrzęsienie. Przepis w sam raz na taką porę! :)

piątek, 31 sierpnia 2012

Słoneczne curry z dynią i marchewką


Moje wakacje jeszcze się nie kończą. A może inaczej: kończą się, ale siedzieć na auli zaczynam w październiku. W każdym razie, jak by tego nie ujmować, poczułam, że wrzesień się zbliża. I, że trzeba się porządnie wziąć do roboty. Dlatego podejrzewam, że będę miała trochę mniej czasu na bloga, komentowanie innych blogów, gotowanie i przeglądanie przepisów. Wybaczycie, prawda?
Już niedługo narobi się tutaj dużo prywaty i w związku z tym podzielę się wami paroma smaczkami o mnie (teraz mogę Wam tylko zdradzić, że w dokumentach nie mam na imię Wiera).
A dzisiaj, na pożegnanie sierpnia słoneczne, bardzo żółte curry z sezonowymi warzywami. Dynia i marchewka!
Co ciekawe, danie wygląda jak muśnięte słońcem, a składniki są, no cóż, mocno przyziemne :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...